Wysokiej jakości przewód ograniczający 500mb, który znajduje zastosowanie w montażu robotów koszących za pomocą szpilek do układania przewodu a także dla wymagających profesjonalistów, którzy do układania przewodu ograniczającego, używają specjalnych maszyn.-przekroju przewodu 1,4 mm2 - (TCCA) aluminum pokryte cynowaną miedzią
Przewód Kabel Ograniczający 100 - Kosiarki ogrodowe ☝ Darmowa dostawa z Allegro Smart - Najwięcej ofert w jednym miejscu ⭐ 100% bezpieczeństwa każdej transakcji.
329,00 zł. Brutto *. Wyświetl historię cen produktu. Najniższa cena w ciągu ostatnich 30 dni. Wysyłka w ciągu 1-3 dni roboczych. Do wyznaczania koszonej powierzchni trawnika. Dzięki GARDENA przewodowi ograniczającemu, o długości 150 m można łatwo przedłużyć i rozszerzyć koszoną powierzchnię…. Indeks produktu: GA4088.
250m przewód kabel ograniczający kosiarki robota (ROB-250M-BASIC) ☝ taniej na Allegro.pl • Darmowa dostawa z Allegro Smart! • Najwięcej ofert w jednym miejscu • Radość zakupów ⭐ 100% bezpieczeństwa dla każdej transakcji • Kup Teraz! • Oferta 12612288465
. Wybór sprzętu do koszenia trawy jest obecnie ogromny. Kosiarki spalinowe, akumulatorowe, elektryczne, ręczne i nowa kategoria – roboty koszące. W jaki sposób działają, w jakiej wielkości ogrodzie się sprawdzą i czy będziemy mogli zamontować je samodzielnie? Te pytania często zadają osoby, które rozważają zakup kosiarki automatycznej. Jak działa robot koszący? Roboty koszące to jeszcze nowa kategoria sprzętu ogrodowego, która w ostatnich latach zyskuje spore grono zwolenników. Do ich głównych zalet należą oszczędność naszego czasu, ponieważ robot kosi trawę samodzielnie, a my możemy zająć się czymś innym, i wygoda użytkowania – instalacja robota raz na zawsze rozwiązuje kwestię koszenia ogrodu. Robot koszący mulczuje trawę. Podczas gdy w tradycyjnych kosiarkach trawa zbierana jest do kosza lub zostaje na ziemi, robot obcina jedynie końcówki trawy, które następnie opadają na ziemię. Ścinki trawy stają się naturalnym nawozem, więc nie ma potrzeby grabienia i zbierania resztek. Regularne mulczowanie podnosi poziom wilgotności trawnika i zmniejsza zapotrzebowanie na wodę. Najbardziej zaawansowane roboty nie tylko koszą, ale i potrafią analizować warunki, w których działają. Rozwiązania tego rodzaju znajdziemy w kosiarkach automatycznych od Gardeny. Roboty tej marki zapewniają intensywniejsze przycinanie trawy w gęściej zarośniętych miejscach (funkcja Spot Cutting), posiadają też czujniki pogodowe, które uniemożliwiają pracę robota, gdy temperatura jest bliska zeru. Wybrane modele Gardena Sileno dopasowują częstotliwość koszenia do wzrostu trawy (czujnik Sensor Control). Większość modeli z portfolio jest wodoodporna, więc może być łatwo czyszczona pod bieżącą wodą, nawet prosto z węża ogrodowego. Roboty koszące dbają też o efekt końcowy, czyli dokładnie skoszony trawnik bez widocznych pasów (system SensorCut). W ten sposób otrzymujemy efekt zielonego dywanu, a trawa wygląda dobrze nie tylko parę dni po skoszeniu. Wielkość trawnika a wybór robota koszącego Kosiarki automatyczne mogą obsługiwać różnej wielkości powierzchnie, dlatego sprzęt powinniśmy dopasować do wielkości trawnika. Obecnie produkowane roboty koszące sprawdzą się zarówno na mniejszych trawnikach do 250 m2, jak i w większych ogrodach o powierzchni do 2000 m2 (na przykład model Gardena Sileno+). Podczas wyboru robota sprawdźmy też możliwość koszenia na nierównym terenie. Wszystkie modele robotów koszących Gardena Sileno mogą pracować przy 35% nachyleniu. Jak zainstalować robota koszącego? Robota koszącego możemy zainstalować samodzielnie lub przy pomocy firmy ogrodniczej. Na planie ogrodu rozrysowujemy miejsce dla stacji ładującej i sposób rozłożenia przewodu ograniczającego. Stacja powinna być umieszczona w łatwo dostępnym miejscu, w centralnym obszarze pracy robota. Przewód ograniczający określa teren koszenia robota. Rozkładanie przewodu zaczynamy od stacji ładującej, następnie układamy go wzdłuż krawędzi trawnika oraz wokół przedmiotów i roślin, na które robot nie może wjechać. Maksymalna długość pętli ograniczającej może wynosić nawet 800 metrów. Po rozłożeniu wszystkich elementów możemy zaprogramować pracę urządzenia za pomocą panelu sterującego na robocie. Jeśli posiadamy urządzenie w wersji smart, zrobimy to przez aplikację w smartfonie. Asystent programowania prowadzi użytkownika przez intuicyjne menu i oblicza plan koszenia na podstawie wielkości trawnika. Pamiętajmy, aby przed pierwszym użyciem sprzętu skosić trawę za pomocą standardowej kosiarki. Praca robota polega na utrzymaniu efektu ściętej trawy. Smart Robot Wygodnym rozwiązaniem jest wybór robota koszącego z funkcją smart, czyli z możliwością sterowania za pomocą aplikacji w telefonie komórkowym. Rozwiązanie pozwoli na zdalne zarządzenie pracą robota, określenie czasu koszenia czy połączenie z innymi urządzeniami w ogrodzie. Jeżeli zdecydujemy się na zakup robota koszącego i systemu nawadniania od tego samego producenta, będziemy mogli skoordynować pracę obu urządzeń przy pomocy jednej aplikacji. Tekst i zdjęcia: GARDENA
TL;DR: Tester płakał, jak Sileno Life wyglądem przypomina korpus tradycyjnego odkurzacza. Robot został zaprojektowany tak, żeby zbytnio nie rzucać się w oczy i tylko pomarańczowy znak stop i turkusowe akcenty przełamują neutralną szarość obudowania i wyróżniają go z otoczenia. Waży 7,3 kg, więc dość łatwo ją przenieść czy obrócić przygotowując do czyszczenia. Na grzbiecie, schowany pod plastikową przykrywką, kryje się panel LCD. Jest matowy i na tyle jasny, że spokojnie można odczytać, co jest na nim wyświetlone nawet przy ostrym słońcu. To tam wpisujemy kod PIN, który robota koszącego zabezpiecza, tam też ustawiamy harmonogram koszenia i wpisujemy dane dotyczące powierzchni i kształtu trawnika. Trudne miłego początki. Przygotowanie do instalacji robota koszącego. Robot Gardena Sileno Life, którego dostałam na testy, może pracować na powierzchni do 1000 m2, ogród moich rodziców, w którym robot dzielnie pracował, ma właśnie takich rozmiarów trawnik, ale do testów postanowiliśmy rozłożyć go tylko na połowie terenu, żeby móc lepiej porównać efekty koszenia robota z efektami osiąganymi przez zwykłą kosiarkę z dwunożnym napędem białkowym. Na terenie było leciutkie wzniesienie, ale na tyle łagodne, że właściwie dla robota niezauważalne, producent obiecuje jednak, że te modele robota koszącego radzą sobie z górkami o nachyleniu do 35 procent. Wielkość trawnika, jego złożoność, występowanie ewentualnych górek i innych przeszkód to jedne z najważniejszych parametrów, jakie trzeba wziąć pod uwagę, wybierając robota koszącego do ogrodu. Kiedy już mamy swój upragniony model, możemy przejść do instalacji I tu w moim wypadku zaczęły się schody. Nie będę owijać w bawełnę – po przeczytaniu instrukcji byłam przerażona. Serio, ze stanu "nie takie rzeczy ze szwagrem się robiło" przeszłam płynnie w wyrywanie sobie włosów i szeptanie z konsternacją „co? ale co to jest dolna część obszaru roboczego?“. Instrukcja obsługi jest najsłabszą częścią zestawu i zamiast ułatwiać instalację, utrudnia ją. Na szczęście można sobie z nią poradzić na dwa sposoby. Ja, zanim jednak zafundowałam sobie całkowicie naturalne farbowanie na siwo, zadzwoniłam do osoby, która zawodowo instaluje te urządzenia w ogrodzie. Okazało się, że znacznie lepiej przez proces instalacji przeprowadzą nas filmy na YouTubie publikowane przez oficjalny profil Gardena Poland. Na stronie producenta są także dostępne po angielsku filmy, które wszystko jasno wyjaśniają. Nieczytelną instrukcję lepiej więc traktować jako pomoc, a nie główne źródło informacji. Oficjalny kanał na YouTubie jest od niej lepszy – ot, taki znak czasów. Po obejrzeniu filmów możemy właściwie tylko mieć wątpliwości odnośnie tego, gdzie umieścić stację dokującą, czyli miejsce, w którym nasz robot będzie mógł zaparkować, odpocząć i nabrać energii. Jeśli nasz ogród przypomina kwadrat, prostokąt czy nawet literę U, problemów być nie powinno, jeśli jednak próbując określić jego kształt, zaczynamy od przeciągłego "e", do opisu używamy sporo „taki trochę”, a kończymy na „a potem przechodzi w takie jakby...” to możemy mieć problem. Robot sobie z koszeniem i dotarciem wszędzie poradzi, ale trzeba będzie nieco bardziej pogłówkować z zaprojektowaniem rozłożenia kabli przed instalacją. Na szczęście Gardena wychodzi posiadaczom dziwacznie zaprojektowanych trawników z pomocą. Każdy klient może do firmy przesłać plan swojego ogrodu, a tam pracownicy za darmo rozrysują mu, gdzie należy położyć kable, gdzie zrobić ewentualne przesmyki i gdzie umieścić stację dokującą. Rozkładając kable, warto pogodzić się od razu z myślą, że pewnie będziemy musieli po jakimś czasie wprowadzić drobne korekty i tu i ówdzie kable przesuną się. Jeśli będziemy się jednak trzymać zaleceń, będą to tylko drobne zmiany, a nie nagłe kablowe rewolucje. W niektórych miejscach za pierwszym razem położyłam kable za daleko od przeszkody i robot tam nie też oczywiście opcja całkowicie bezwysiłkowa – można instalację po prostu od razu zamówić razem z robotem. Będzie to dodatkowy koszt, ale zaoszczędzi nam łamania sobie głowy nad instrukcją i kilku godzin rozkładania kabli w (dużym) ogrodzie. Jeśli jednak chcemy zaoszczędzić lub tego typu prace nas po prostu bawią, to nic nie stoi na przeszkodzie zainstalowania robota samodzielnie. Jak mi się udało, wam też się uda (najwyżej zaczniecie szukać sposobów na walkę z przedwczesną siwizną). Nie taka instalacja straszna jak ją (w instrukcji) malują. Instalacja jest w praktyce znacznie prostsza, niż instrukcja obsługi mogłaby to sugerować, przy dużym ogrodzie jest jednak czasochłonna. Trzeba położyć dwa kable – ograniczający i doprowadzający i albo je wkopać, albo przybić do trawnika szpilami. Ta druga ma tę zaletę, że można potem ten trawnik głęboko wertykulować czy aerować bez strachu, że jakiś istotny kabel się przetnie. Kablem ograniczającym trzeba ogrodzić calutki obszar, po którym ma jeździć robot, a do tego wyznaczyć ewentualne strefy, w które wjeżdżać nie powinien – rabaty, oczka wodne, drzewa z wystającymi korzeniami (od zwykłych drzew robot się po prostu odbije, nie robiąc im ani sobie szkody). Kablem doprowadzającym trzeba połączyć bazę z najdalszym miejscem w ogrodzie, tworząc ścieżkę, dzięki której robot będzie mógł szybciej wrócić do stacji ładującej, gdy zacznie mu się kończyć energia. Kabel ten pozwala również na wysłanie robota w zadane miejsce w ogrodzie, aby co jakiś czas tam rozpoczynał wiadomość jest taka, że w praktyce rozkładanie kabli jest znacznie prostsze, niż mogłoby to wynikać z instrukcji obsługi. Ja wybrałam wersję dla nieco mniej pracowitych, czyli sposób numer dwa. Kabel wkopałam tylko w miejscach, w których nierówności wydawały mi się niepokojąco duże, a kabel wystawał nad ziemią. Bałam się, że robot koszący mógłby na niego najechać i sam z siebie je przeciąć. Stracha takiego napędził mi inny recenzent, który napisał, że jemu taka przygoda się zdarzyła i to kilka razy. Wkopałam więc nieco kabla doprowadzającego, ale okalający puściłam w całości tylko na szpilkach i z duszą na ramieniu czekałam, planując już, jak będę te pocięte kable łączyć (na szczęście w zestawie są specjalne złączki na takie okazje). Nic takiego się na szczęście nie stało. Robot radośnie przemykał wzdłuż kabli, kosząc trawę, a nie je (raz poza trawą skosił pluszaka, ale podrzucił mu go mój pies, więc robota nie winię). Przy czym albo ja po prostu naprawdę porządnie je rozłożyłam, starając się bardzo, żeby wszystko było odpowiednio naciągnięte, albo pomógł mi fakt, że kosiłam głównie na maksymalnej wysokości ostrzy. Jest Smart w nazwie, czyli jest aplikacja. Robotem można sterować albo z poziomu panelu umieszczonego na jego grzbiecie, albo za pomocą aplikacji. Ta, co warto podkreślić, jest przejrzysta, prosta i... dość uboga. Można ustawić w niej wygodnie obszary robocze, czyli sekcje trawnika oddzielone od siebie wąskimi (od 60 do 150 cm) korytarzami. Można także w niej naszego robota zdalnie zahibernować, co wstrzyma jego pracę. Można w niej uzależnić pracę robota od prognozy pogody, choć warto podkreślić, że może on pracować także w deszczu. Można także wygodnie zmienić harmonogram działania urządzenia, czyli ustalić, w jakich godzinach będzie jeździło i jakie dni zostawi sobie wolne. Przy czym producent ustawił na sztywno, że robot koszący ma jeździć zawsze co najmniej przez 5 dni w tygodniu i tego się zmniejszyć nie da, można tylko zwiększyć do 7 jest czytelny nawet w ostrym to właściwie wszystko. Aplikacja nie tyle dodaje robotowi funkcji czy pozwala nam lepiej monitorować jego pracę, ile jest raczej przedłużeniem panelu sterowania. Do tego ostatniego zresztą mam trochę zastrzeżeń. Rozumiem problem z długimi polskimi słowami i koniecznością stosowania aberracji, żeby upchnąć je na małym wyświetlaczu, ale marna to pociecha, gdy nie wiem, co właściwie ustawiam bez zaglądania do instrukcji obsługi, która też nie jest najlepiej napisana. Na szczęście nasze interakcje z panelem są ograniczone i zwykle sprowadzają się do wpisania do niego kodu PIN, który odblokowuje urządzenie po tym, jak odłączymy je od prądu lub je podniesiemy. Jak się robot koszący sprawuje w praktyce? Przede wszystkim to rozwiązanie oszczędza czas – im większy trawnik, tym więcej. Przy dużym trawniku, po którym trzeba z kosiarką zasuwać co najmniej godzinę, różnica jest ogromna i za samo to można pokochać takie rozwiązanie. Mały robot po cichu podcina, a my cieszymy się czasem wolnym i przeznaczamy go na przyjemniejsze rzeczy. Robot koszący to zresztą dość myląca nazwa dla tego urządzenia, on bowiem trawę nie tyle kosi, ile systematycznie ją podcina i mulczuje. Malutkie ścinki trawy spadają więc na trawnik, ten je wchłania, a my nie musimy się martwić ani grabieniem, ani opróżnianiem kosza, ani tym kiedy przyjedzie śmieciarka zabrać wory z kilogramami skoszonej jest pięknie skoszona, ale widać, że powinnam poprawić mieszczenie przy tym podkreślić, że Gardena Sileno Life ścinając trawę, porusza się po trawniku losowo. Jeśli ktoś nie lubi pasów, które zostają po jeżdżeniu po trawie kosiarką, to z pewnością doceni to rozwiązanie. W praktyce wszystko już po kilku dniach jest równo skoszone, robot wszędzie dociera i wszystko podcina. Producent zapewnia, że dzięki systemowi SensorControl robot sam dostosowuje czas pracy do tempa wzrostu trawy, więc kosiarka nie jeździ bez sensu, jeśli nie musi. Zawiedzeni mogą być także fani kosiarkowych ryków silnika. Poziom hałasu robota według deklaracji producenta wynosi 58 dB i choć przyznaję, że nie sprawdzałam tych pomiarów, muszę przyznać, że urządzenie jest tak ciche, że łatwo zapomnieć, że w ogóle chodzi o efekty pracy robota, to jest naprawdę dobrze. Mam właściwie jedno dość specyficzne zastrzeżenie. Ogród moich rodziców leży na piaskach, więc znosi susze wyjątkowo źle – woda przez niego przelatuje. W tym roku pogoda nie dopisała. Maj był suchy i nocami zimny, nie chcieliśmy w trakcie suszy go przesadnie nawadniać, żeby nie marnować wody, więc trawa rosła wyjątkowo źle. W takim wypadku ustawiamy na zwykłej kosiarce bardzo wysokie koszenie. W Gardenie Sileno ustawienie koszenia najwyższego (50 mm) to dla nas nadal za nisko, żeby nie było widać, że trawnik jest w nasłonecznionych miejscach suchy. Zupełnie inaczej ma się sprawa z koszeniem w zacienionych miejscach, tam obietnice producenta zostały w pełni spełnione i powstał miły dla oka (i bosych stóp) zielony mnie też, że z robotem nie było właściwie żadnych problemów, mimo że nasz trawnik wałkowany był ostatnio prawdopodobnie przez mojego dziadka w latach 80. i składa się w związku z tym w dużej mierze z mniejszych lub większych nierówności. Warto w tym miejscu podkreślić, że jeśli zostawimy samopas robota na działce, a pogoda postanowi zaskoczyć nasz przymrozkami, wbudowany w niego czujnik niskiej temperatury powstrzyma go przed wyruszeniem do pracy, chroniąc i jego i trawę. Robot koszący kontra psy. Trochę bałam się zderzenia robota koszącego z naszymi dziewczynami. Starsza suka raczej problemów nie sprawia, bo jest z tych ujmijmy to, odznaczających się dużą ostrożnością i ucieka z pokoju, jak tylko widzi zmierzający ku niej odkurzacz. Młoda z drugiej strony to szczeniak i jak to dzieciak nie boi się niczego, a jej świat dzieli się z grubsza na przedmioty do lizania i na rzeczy do gryzienia. Zwykłą kosiarkę zwykle obszczekuje przez pierwsze kilkanaście minut, kładąc się na drodze koszącego, uskakując i sprawiając ogólne wrażenie, że świetnie się bawi „pomagając” w utrzymaniu trawnika. Pierwsze kilka razy puszczaliśmy więc robota pod nadzorem, żeby patrzeć na jego interakcje z psami. Najpierw było obszczekiwanie i zachęcanie do zabawy, robot jednak nie dał się namówić na wspólne hasanie, więc pies w końcu odpuścił. W końcu Mewa (szczeniak) zaczął tak bardzo ignorować robota, że ten w nią wjechał, gdy odwrócona tyłem zamyśliła się, kontemplując piękno świata (pies obronny, proszę państwa, zawsze czujny, zawsze na posterunku). Pies podskoczył z zaskoczenia, robot się odbił i tylko ja najadłam się więcej strachu, niż było to tego warte. W Sileno ostrza nie wystają na tyle, by sięgnąć czegoś, na co wpadają, a jeśli na coś najadą, chowają się. Ma to swoje wady i zalety – robot nie jest w stanie kosić blisko przeszkód, bo ostrza są za daleko, ale za to łatwiej uniknąć wypadków lub uszkodzenia ostrzy. Dla mnie to drugie jest ważniejsze, szczególnie przy psach i związku z psami widzę tylko dwa potencjalne problemy. Po pierwsze, choć ja nie jestem przekonana, czy glebę powinno się mulczować fragmentami pluszaków, mój pies eksperymentuje z takim rozwiązaniem i podrzuca czasami swoje zabawki robotowi. Po drugie, jeśli zagapimy się i nie sprzątniemy po psie kupy, którą był łaskaw zrobić w ogrodzie zamiast na spacerze, robot też po niej przejedzie i się cały upaprze. Oba problemy są proste do rozwiązania. Sileno jest w pełni wodoodporny, więc mycie robota jest bardzo łatwe i można go po prostu z bezpiecznej odległości potraktować szlauchem, jeśli wydarzy się już nieprzyjemna sytuacja. Lepiej jej jednak unikać i zrobić po prostu mały obchód, zanim robot ruszy do pracy i zerknąć, czy nie leży na trawie jakaś niespodzianka. To jak, brać czy nie brać? Jak zawsze – to zależy. Robot koszący ma nad nami tę przewagę, że nie ma alergii, nie przeziębia się, nie poci i nie marudzi od miesiąca, że dziś to go nogi bolą i z pewnością skosi jutro. Jest łatwy w obsłudze i czyszczeniu i wymaga od nas minimalnej inwestycji czasowej w porównaniu ze zwykłą kosiarką. Trawnik utrzymuje się w dobrej formie właściwie sam, a my możemy zaoszczędzony czas spędzić z rodziną. Za zestaw Gardena smart Sileno life 1000, czyli ten, który dostałam do testów, trzeba zapłacić ok. 5 600 zł, w wersji bez dodatku smart, czyli bez aplikacji, ok. 5 000 zł. Czy uznamy, że to drogo, tanio czy w sam raz zależy pewnie od tego, na ile wyceniamy swój czas wolny i jak bardzo ciąży nam regularne chodzenie za zwykłą kosiarką, a potem pozbywanie się trawy.*Materiał powstał we współpracy z firmą GardenaLokowanie produktu
przewód ograniczający do kosiarki forum